Człowiek wilkowi wilkiem

Coś ostatnio zaczęły się pojawiać nagonki na wilki. Nie, żeby ich nie było wcześniej, ale przy obecnej wyjątkowo roszczeniowej postawie myśliwych skarg i zażaleń na dzikiego kuzyna naszych niejednokrotnie zdeformowanych sztucznym doborem domowych pupili będzie przybywać.

Wilk specjalnie groźny nie jest. W ostatnich, powiedzmy 10 latach, gdyby porównać liczbę osób choćby zranionych przez wilka z liczbą zastrzelonych przez myśliwych (jako nieszczęśliwe wypadki) okazało by się, że do lasu faktycznie strach chodzić, ale bać się należy raczej, że w okolicy będzie się kręcił ubrany na zielono pan lub pani z bronią zdolną zabić człowieka nawet po przestrzeleniu tak dużego zwierzęcia jak sarna. O ile wypadki śmiertelne z użyciem broni przez myśliwych w tym czasie zdarzyły się przynajmniej kilka razy, to ani raz nie słyszałem o choćby pogryzieniu człowieka przez wilka.

Dziś w kieleckim wydaniu Wyborczej pojawił się skowyczący artykuł, o tym, że wilków coraz więcej. Że ludzie się boją. No i… wilki zagryzły myśliwskie psiny łażące bez smyczy po lesie.

No cóż, prawdopodobnie, gdyby te wyszkolone do ścigania innych zwierząt psiaki wpadły goniąc jakieś inne zwierzę pod samochód, zgodnie z logiką myśliwych, którzy od czasu do czasu dopominają się, żeby tu i ówdzie do wilka strzelić, myśliwi powinni się domagać zamknięcia dróg. Tylko jak wtedy, swoją furą 4×4 dojechać na miejsce polowania? Nie moje zmartwienie. Zwłaszcza, że zamykanie, przynajmniej okresowe, niektórych fragmentów dróg byłoby z pewnością pozytywnym działaniem na rzecz ochrony przyrody.

O ile jakoś da się zrozumieć rolników, którym wilki zagryzły trzodę (choć trzeba się tu zapytać ile z tych przypadków dotyczyło wilków właśnie, a nie zdziczałych psów, które są przez wilka tępione, w dodatku istnieją skuteczne sposoby zabezpieczania się przed wilkami), to już trudniej zrozumieć myśliwych. Dzików od groma, jeleni też nie brakuje, sarna jest na każdym niemal polu. Starczy dla wszystkich. Zresztą, nawet w przypadku szkód gospodarczych strzelanie nie przynosi efektów, bo zwykle rozbija jedynie watahę, a ta (zmniejszona) nie mając możliwości skutecznego polowania w grupie na leśne ssaki kusi się na słabo uciekające bydlęta. No chyba, że chodzi o coś deprecjonującego myślistwo do końca – trofea. Wśród myśliwych z całego świata jest pewien odsetek zwyrodnialców, którzy są w stanie zapolować na zwierzę tylko dlatego, że jest rzadkie, albo duże. Wydają kupę kasy, przemierzając czasem tysiące kilometrów, żeby “se strzelić”. Trofea to dobry biznes i niemała pożywka dla snobizmu (a odsetek snobów wśród myśliwskiej gawiedzi wydaje się znacznie wyższy niż w populacji generalnej). Tylko, to nie uzasadnia strzelania do zwierzęcia, którego jest ciągle mało.

Wilków ostatnio nieco przybyło. Pojawiają się w miejscach gdzie ich nie było od lat, albo były znacznie rzadsze. Ludzie boją się tego czego nie znają. Bardziej boją się wilka, którego nie widzieli (i całkiem możliwe, że nigdy nie zobaczą, bo wilkom wcale nie spieszno do kontaktu z ludźmi, nawet wzrokowego) niż wałęsającej się po lesie bandy uzbrojonych traperów amatorów, którym procenty i promile obce nie są. No ale cytując Monty Pythona „myśliwy kocha zwierzęta, dlatego lubi je zabijać”. I w tym zdaniu należy się dopatrywać uzasadnienia głosów, które mówią, że wilków jest za dużo. Bo przecież wilków się nie je, a zabijanie trzeba jakąś wyższą potrzebą uzasadnić.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s