Uwaga na pomysły “na suszę”!

Woda niedługo stanie się tematem nośniejszym niż obecna epidemia. Sam fakt, że sprawa suszy już przebija się przez temat COVID każe przypuszczać, że będzie głośno. Zapewne z ust rządzących i konkurujących z nimi ugrupowań padną liczne deklaracje wprowadzania sposobów walki z suszą, a “ulepszacze” środowiska z Wód Polskich będą się chwalić tym czego to oni nie zrobią. Jednym ze sposobów walki z suszą na pewno nie jest gromadzenie wody w dużych zbiornikach zaporowych. Gromadzą one wodę głównie lokalnie i nie słyszałem jeszcze, żeby, którykolwiek z nich był wykorzystywany do irygacji. Część za to pochłonęła naturalne fragmenty dolin rzecznych, z naturalną retencją w korytach i starorzeczach. Piętrzenia na rzekach karpackich (i nie tylko) spowodowały zatrzymywanie osadów niesionych przez rzekę powyżej zapory. Powoduje to znane z mediów zamulanie zbiorników (np. Jezioro Żywieckie), co każe wątpić w ich możliwości retencyjne i długowieczność, ale co gorsza, zatrzymanie tychże osadów (w tym również żwiru, otoczaków itp.) powoduje wcinanie się koryt rzecznych na długim odcinku poniżej zapory. Wcinanie zaś powoduje, że poziom wody gruntowej obniża się, równając do lustra wody w rzece. To powoduje, że nawet w dolinach sporych rzek występuje susza. Na zdjęciu zaś Zbiornik Klimkówka na rzece Ropie pod koniec 2018r. Jak widać retencja z niego żadna. Co więcej, szybkie nagromadzanie się osadów mineralnych, spora mętność, niestabilność podłoża sprawiają, że warunki do życia są tam marne. To co na zdjęciu wygląda jak pustynia gdy nie ma wody, niewiele różni się od sytuacji gdy zbiornik jest wypełniony. Tak, zbiorniki zaporowe, zwłaszcza te w górach z pewnością nie są dobrą i perspektywiczną formą retencji, która powinna być rozproszona i obejmować renaturyzację rzek, przywracanie retencji w rowach poprzez odtwarzanie i odpowiednie użytkowanie zastawek. Sporo roboty zrobią bobry. Jeżeli nie będziemy z uprawą podchodzić do samej rzeki (a takie pola to nie rzadkość) to woda zatrzymana przez te gryzonie w wielu miejscach wzdłuż rzeki może przynajmniej częściowo nawodnić uprawy, nie widzę przeszkód, żeby z tych bobrowych zbiorników nawet pompować wodę. A jak pamiętam z poprzedniego sezonu, gdy trochę po małych rzekach się włóczyłem i trochę pomp w nich widziałem, to widać, że coraz większym problemem jest znalezienie w korycie stale głębokiego miejsca, zapewniającego sprawne podlewanie. O tym, że wody w niektórych ciekach wręcz brakuje już nie wspominam. Tyle o wodzie, jeszcze, póki nasze życie organizuje głównie patogen.

Leave a Comment

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s