A teraz coś z zupełnie innej beczki!

Kiedyś jako dziecko przejeżdżałem przez Monako. Jedna z rzeczy, którą najlepiej zapamiętałem z tego miejsca to pan z plecakiem jak do oprysków, ale wypełnionym nie pestycydem a zieloną farbą. Przy deficytach wody, administracja zdecydowała, że chcąc mieć zieloną trawę będzie ją malować. Kto bogatemu zabroni? Tymczasem Kraków poszedł chyba nawet dalej. Nie przejmuje się deficytami wody (możliwe, że mamy jej więcej niż Monako, choć podobno wcale nie dużo). Kraków myje drzewa (sic!). Tak, wczoraj zaobserwowałem dwóch panów, z których jeden wyraźnie nadzorował drugiego. Ten nadzorowany miał spalinową dmuchawę, którą rozpylał ciecz na rosnące na krakowskim rynku robinie akacjowe, emitując przy tym całkiem intensywny hałas i równoważąc nieco względną ciszę wczesnego przedpołudnia. Zaniepokojony, nie tylko o przyrodę, ale i samego siebie (kropelki rozpylanego płyny nie chciały omijać konsumowanego pospiesznie obwarzanka), zapytałem o co chodzi. Pan nadzorujący, ewidentnie dumny ze swej nadzorczej funkcji z chęcią i zadowoleniem odpowiedział, że myją i nawożą drzewa. Nawożenie rozumiem, choć lepiej, żeby nie chodziło o inwazyjny w Polsce gatunek drzewa. Ale mycia, już nie. Pan wyjaśnił, że myją drzewa z mszyc. A zadowolenie było tym wyraźniejsze, że informując mnie, że to woda z detergentem uprzedził najpewniej moje antypestycydowe obawy. Wyjaśniłem, że zajmuję się ochroną przyrody i że to działanie wręcz szkodliwe, bo spadź mszyc jest ważnym składnikiem diety zapylaczy, a jak wiadomo w miastach z tymi składnikami diety różnie jest. Pan z jeszcze większym zadowoleniem zripostował, że jest doktorem entomologii. Tym bardziej było to spotkanie dołujące. Człowiek, który jakieś wykształcenie przyrodnicze zdobył, z chęcią borni głupawych działań krakowskiego Zarządu Zieleni Miejskiej. Co ciekawe, zanim powiedział, że ma doktorat, wyznał, że też zawodowo zajmuje się ochroną przyrody. Nie tylko ja, ale i całkiem spora grupa osób śledzi poczynania ZZM w Krakowie i oczywiście, z oporem, ale zdarza im [ZZM] się pod presją m.in. tej grupy osób pewne działania ochronne prowadzać, albo rezygnować z pomysłów szkodliwych (np. planów zagospodarowania kamieniołomu Libana). Z pewnością jednak, ZZM to nie organizacja zawodowo zajmująca się docelowo ochroną przyrody. Choć pan ów z chęcią odpowiadał w imieniu ZZM i upoważniony był do wyjaśnień (jak twierdził) z dobrego serca pominę jego nazwisko. Ekipa Monty Python’a z pewnością byłaby dumna, że w środku Europy za publiczne pieniądze realizuje się happeningi w ich stylu… Kultury w Krakowie nigdy nie brakowało, z ochroną przyrody jest różnie…

Leave a Comment

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s