Featured

SZUKAMY RAKÓW!

Od ostatniej większej inwentaryzacji raków minęło ponad pół wieku. Od tego czasu znacznie zmieniła się sytuacja występujących w Polsce raków, głównie ich rozmieszczenie. Jedyny rodzimy gatunek – rak szlachetny niemal zaniknął. Z drugiej strony obce inwazyjne gatunki raków znacznie zwiększyły swój zasięg. Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w akcji którą organizuję wraz z Instytutem Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk i Towarzystwem Badań i Ochrony Przyrody. Sprawa jest prosta.

More

Patroni

Małe rzeki wspierają następujące osoby: Karol Chrząszcz, Filip Springer, Sławek Wodzyński.

Jeżeli chcesz wesprzeć moją dydatkyczną działalność niewielkimi datkami, wejdź na Patronite

Dlaczego ostatni przykład Stradomki jest ważny dla ochrony wód (i nie tylko wód)?

Jak informowała Koalicja Ratujmy Rzeki, wtórnie też Małe rzeki, w dorzeczu Stradomki (Tarnawka, Stradomka i Potok Sanecki), mają obecnie miejsce prace związane z ochroną przeciwpowodziową.

Niezależnie od NGOsów biorących udział w próbie powstrzymania inwestora i wykonawcy przed zniszczeniami przyrodniczymi uczestniczyłem w poinformowaniu RZGW, RDOŚ i GDOŚ o skutkach prowadzonych prac.

W piśmie jakie dostałem w odpowiedzi od RZGW znalazło się zdanie wytrych, że prowadzą oni niezbędne działania przeciwpowodziowe…

I jest to prawda! Przynajmniej co do części podjętych i planowanych przedsięwzięć, nie ma wątpliwości, że są niezbędne bo np. bezpośrednio zagrażają najbliższej drodze (patrz zdjęcie). Problem w tym, że sposób przeprowadzenia tych prac budzi wątpliwości. Jedne z nich są czysto techniczne – czy zakres prac i zastosowane metody są niezbędne – np. w ok. Wieruszyc zagrożony jest kawałek drogi, natomiast większa część zmian w brzegu i korycie sięga w dół rzeki na odcinku prostopadłym do drogi. Z tym wiąże się też pytanie o konieczność podejmowania działań destrukcyjnych w korycie rzeki (ewidentne w przypadku Tarnawki w Boczowie). Istnieje szereg sposobów zabezpieczenia obiektów przy korycie przed erozją i zalewaniem, niekoniecznie związanych z nagłym przesunięciem koryta koparką (można zastosować deflektory, które odsuną nurt od drogi, a z czasem i koryto, dając żyjącym w wodzie organizmom czas na dostosowanie się do zmian). Nie chcę brnąć w szczegóły techniczne, bo to kwestia specjalistyczna i mimo zorientowania się w temacie i mógłbym za bardzo zabrnąć w spekulacje.

Poważnym problemem, który stoi u źródła problemów (m.in. tego, że stosowane są metody, które z dużym prawdopodobieństwem można zastąpić mniej inwazyjnymi) jest zlekceważenie tematu występujących w dorzeczu chronionych gatunków ryb, małży i raka szlachetnego nie tylko przez RZGW, ale też RDOŚ. Zgodnie z pismem jakie dostałem (mogę udostępnić korespondencję z RZGW na życzenie) prace zostały uzgodnione z RDOŚ, ale uzgodnienie polegało jedynie na zgłoszeniu prac, a RZGW nie zostało zmuszone do przeprowadzenia ekspertyz środowiskowych jaki wpływ na chronione gatunki będą miały konkretne rozwiązania i co zrobić, żeby ewentualne straty przyrodnicze zniwelować. Stało się to pomimo, że w dorzeczu Stradomki względnie dobrze rozpoznano rozmieszczenie chronionego gatunku – skójki gruboskorupowej, a wyniki opublikowano już w 2016r (link do publikacji), jeszcze wcześniej bo w 2014 ukazała się publikacja dotycząca występowania raka szlachetnego w Stradomce (link). Kilka lat temu prowadzono też w Stradomce monitoring ryb w ramach monitoringu GIOŚ, na stanowisku gdzie występują chronione ryby (m.in. koza bałtycka). Niemal dokładnie trzy lata temu, w ramach monitoringu GIOŚ w Stradomce prowadzono monitoring raka szlachetnego. Jakby tego było mało, jesienią 2017 przekazałem do RDOŚ w Krakowie informacje o występowaniu skójki gruboskorupowej na nieznanym dotąd stanowisku w Tarnawce. Wniosek jest taki, że dwie najważniejsze instytucje w regionie odpowiedzialne za ochronę wód nie tylko nie zorientowały się dostępnej bez żadnych ograniczeń literaturze, ale też zignorowały dane monitoringowe, do których przynajmniej RDOŚ ma pełny dostęp (i to zdaje się, że z pominięciem procedury wnioskowania o te dane). Brzmi słabo, ale może jeszcze być ewidentnym postąpieniem przeciw prawu (z pewnością przeciwko dobrym praktykom), choć trudno mi to ocenić. Pracownicy RZGW i RDOŚ choć wypada, nie są być może zobowiązani do znajomości literatury faunistycznej regionu. Ale dane GIOŚ i wysłane do nich osobiście informacje powinny mieć wpływ na przebieg nadzoru prawnego nad inwestycjami. A w przypadku obecnych robót na Stradomce i dopływach powinny wyglądać tak, że RDOŚ po otrzymaniu informacji od inwestora i/lub wykonawcy powinien wydać decyzję albo negatywną, albo owarowaną licznymi warunkami prowadzenia prac, co powinno być poprzedzone rzetelną ekspertyzą w terenie oraz wykorzystaniem danych z innych źródeł, jeśli istnieją (a istnieją). Czy jest na to przepis prawny? Tak. Zgodnie z art. 6 ust. 2 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2020 r., poz. 1219, z późń. zm., czyli krótko mówiąc zasadą przezorności, należało podjąć wszelkie możliwe działania żeby zapobiec niszczeniu siedlisk i osobników chronionych gatunków. Takie działania powinny zostać podjęte już na etapie, gdy RDOŚ dostał informacje o planowanych działań w rzekach, w których co do zasady należy się spodziewać chronionych gatunków, ale też w rzekach, co do których dość łatwo było znaleźć informacje, że działania zapobiegawcze są ewidentnie potrzebne. Efektem tego jest prowadzenie prac w siedliskach gatunków chronionych, nie wykazywanych dotychczas, ale leżących bardzo blisko (czasem ok. 300m) od znanych stanowisk.

Prace w dorzeczu Stradomki mogły być przeprowadzone zgodnie z zasadami sztuki i tak aby ingerencja w środowisko była jak najmniejsza, z dokładnym określeniem, co i jak należy robić aby strat uniknąć.

Zgodnie ze wspomnianym wyżej pismem od RZGW, organ ten poinformował mnie, że dopiero złożył wniosek o wydanie zgody przez RDOŚ na odstępstwa od zakazów dotyczących chronionych gatunków, czyli przyznał tym samym, że takie zezwolenia są potrzebne, ale przed rozpoczęciem robót ich nie miał. Dlatego ten przykład jest tak ważny. Rodzi on pytanie, ile inwestycji wszelkiego rodzaju jest w Polsce wykonywanych bez żadnej kontroli i z pominięciem standardów obowiązujących w ochronie przyrody

Małe rzeki są na Patronite. Jeżeli chcesz mnie wspomóc darowizną wejdź na Patronite

Dlaczego rzuciłem wędkarstwo?

Właściwie mógłbym na to pytanie odpowiedzieć najkrócej i najszczerzej jak się da, że zwyczajnie, z braku czasu. Od kilku lat nie łowiłem ryb, poza wypadem z dzieckiem na pozaobwodowy zbiornik odławiać sumiki amerykańskie i obce złote karasie. Jednak im więcej czasu mija od ostatniego zaangażowanego wypadu z wędką, tym bardziej zniechęca mnie myśl o powrocie do tego hobby.

Powodów, dla których według mnie nie ma się co pchać z kijem nad wodę jest kilka. Pierwszy to niechęć do napędzania wędkarskiego biznesu, infrastruktury i często szkodliwych zwyczajów. Płacąc składki do PZW czy dowolnego towarzystwa wędkarskiego wspierałbym m.in. zagospodarowanie wód, które w wielu wypadkach sprowadza się do pokazowych wręcz zarybień. Zarybienia te nie zawsze są zgodne ze sztuką np. zarybianie gatunkami nierodzimymi dla danego dorzecza (np. zarybianie lipieniem Wiercicy), zarybianie małych i średnich zbiorników powyrobiskowych karpiem i amurem, które skutecznie zwiększają negatywne efekty eutrofizacji wód. Wędkarze przekształcają też wody na inne sposoby, np. ładując do wody tony zanęty, przyspieszając eutrofizację wód ale też ingerując w łańcuchy troficzne danych miejsc (tak, są na to dowody naukowe). Dalej, uważam, że zdobywanie mięsa w sposób, który powoduje, że nakłady energetyczne (ale też finansowe), są niewspółmierne do korzyści jest zwyczajnie nieetyczne. Wyprawy wędkarskie kosztują produkcję sprzętu, zanęt, przynęt a te odleglejsze mają spory ślad węglowy związany z paliwem zużytym na wyprawę (im dalej tym gorzej). Tak, oczywiście jest i no kill. Ale to już w ogóle łowienie tylko dla łowienia, dla samej przyjemności, a według mnie zawsze trzeba pytać o granicę, gdzie moja przyjemność przestaje być obojętna dla środowiska. Do tego wszystkiego dochodzą kilometry żyłek i setki haczyków lądujących na setki lat w wodzie i stanowiących zagrożenie dla wodnej i wodno-lądowej fauny. Warto pamiętać, że jedna śrucina ołowiana może zabić średniej wielkości ptaka, albo przynajmniej spowodować poważne zatrucie.

We współczesnym świecie, jedyny model wędkarstwa jaki jest dla mnie uzasadniony, to gdy ktoś mieszka blisko wody, łowi ryby dla mięsa i jest w stanie złowionymi rybami zastąpić rybie białko, które w innej sytuacji musiałby kupić. Dlatego z dużą sympatią patrzę na starszego pana ze spławikiem z pióra, który zabiera 20 płotek do domu.

Nie chciałbym oczywiście, żeby odczytać ten tekst jako antywędkarski w ogóle. Doceniam część działań związanych z ochroną wód, interwencjami w przypadku niszczenia przyrody itp. Zachęcam jednak każdego do tego, żeby podjął się refleksji na ile właśnie wędkarstwo jest mu w życiu potrzebne i czy nie można znaleźć mniej odbijającego się na środowisku sposobu obcowania z przyrodą.

Małe rzeki są na Patronite. Jeżeli uważasz, że mój blog jest ciekawy i przydatny możesz mnie wesprzeć niewielkimi datkami.

A teraz coś z zupełnie innej beczki!

Kiedyś jako dziecko przejeżdżałem przez Monako. Jedna z rzeczy, którą najlepiej zapamiętałem z tego miejsca to pan z plecakiem jak do oprysków, ale wypełnionym nie pestycydem a zieloną farbą. Przy deficytach wody, administracja zdecydowała, że chcąc mieć zieloną trawę będzie ją malować. Kto bogatemu zabroni? Tymczasem Kraków poszedł chyba nawet dalej. Nie przejmuje się deficytami wody (możliwe, że mamy jej więcej niż Monako, choć podobno wcale nie dużo). Kraków myje drzewa (sic!).

More

Uwaga na pomysły “na suszę”!

Woda niedługo stanie się tematem nośniejszym niż obecna epidemia. Sam fakt, że sprawa suszy już przebija się przez temat COVID każe przypuszczać, że będzie głośno. Zapewne z ust rządzących i konkurujących z nimi ugrupowań padną liczne deklaracje wprowadzania sposobów walki z suszą, a “ulepszacze” środowiska z Wód Polskich będą się chwalić tym czego to oni nie zrobią.

More

Poszukiwana kłokoczka południowa

Łukasz Piechnik – pracownik Instytutu Botaniki PAN w Krakowie, weryfikuje znane i poszukuje nowych stanowisk kłokoczki południowej (Staphylea pinnata). W tym celu korzysta z wiedzy nie tylko botaników, przyrodników i leśników ale także działających lokalnie, etnografów, historyków a nawet kulinarnych regionalistów.

More

Co zrobić, gdy niszczą rzekę?

Często w wiadomościach do Małych rzek znajduję informację o jakichś zniszczeniach na rzekach z prośbą o pomoc w danej sprawie. Niestety, czasem trudno w konkretnym przypadku pomóc zdalnie. Niemniej, zawarte w poniższym tekście wskazówki powinny pomóc w podjęciu interwencji w przypadku podejrzeń o łamanie prawa.

Jeżeli mamy podejrzenie, że niszczone jest siedlisko przyrodnicze (w sensie zdefiniowanym przez UE) np. rzeki włosienicznikowe, niszczone jest siedlisko gatunku chronionego lub prace powodują śmiertelność gatunków chronionych, należy w pierwszej kolejności poinformować o tym prowadzących prace.

More

Można? Można! Ochrona płazów na Uniwersytecie Jagiellońskim

Kampus Uniwersytetu Jagiellońskiego powstał w miejscu, co najmniej kontrowersyjnym. Siedziba takich jednostek jak Instytut Nauk o Środowisku, Centrum Edukacji Przyrodniczej czy Instytut Zoologii (obecnie Instytut Zoologii i Badań Biomedycznych) powstały na terenach cennych przyrodniczo. Ich budowa wiązała się ze zniszczeniem m.in. części zmiennowilgotnych łąk – siedlisk bardzo różnorodnych.

More

Wróżby kumaka dla kamieniołomu Libana

Kamieniołom Libana (potocznie Liban) to miejsce o dużym znaczeniu historycznym. Położony jest w Krakowskim Podgórzu. W nim pracowali więźniowie z obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Miejsce to uwiecznił też Spielberg w filmie Lista Schindlera – do tej pory można tam oglądać resztki scenografii z planu filmowego. Kamieniołom ten zdziczał, choć jeszcze kilkanaście lat temu pasły się tam kozy i konie. Obecnie poza byciem świadkiem historii Krakowa, jest to miejsce o wyjątkowych walorach przyrodniczych. W środku miasta, otoczone dość rozległymi łąkami i nieużytkami jest ostoją dzikości.

More